sobota, 7 listopada 2015

Artysta ludzi żywych i nieśmiertelnych

Rzeczyca Sucha, 7 listopada 2015 roku


(...) Ten artysta największy spośród wszystkich sam żył w pogodzie ducha , a gardząc marmurem, gliną i kolorem, pracował w żywym ciele. Idzie o to,że ten artysta niesłychany, którego ledwie możemy pojąć tępym narzędziem, jakim są nasze nowoczesne,znerwicowane i otępiałe mózgi, nie tworzył ani rzeźb, ani obrazów, ani książek, jak my, lecz, jak sam mówił, tworzył... żywych ludzi, nieśmiertelnych. (...) - fragment z napisanego w czerwcu 1888 roku listu Vincenta van Gogha do Emila Bernarda. Dla holenderskiego malarza Artystą tym był Chrystus.

                                     

  Vincent van Gogh, Wskrzeszenie Łazarza (1890), Muzeum Vincenta van Gogha w Amsterdamie

 

piątek, 6 listopada 2015

Edwarda Hartwiga opowieść o naturze ludzkiej

Rzeczyca Sucha, piątek 6 listopada 2015 roku



W nagranej przez Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN w Lublinie opowieści Julii Hartwig o swoim bracie Edwardzie, znanym fotografiku, autorka „Zobaczonego” akcentuje wspólną im obydwojgu wrażliwość. Wyznaje wręcz, że w napisanych jej ręką wierszach także odzwierciedla się zachwyt brata nad przyrodą, architekturą, pięknem. Doświadczenia Edwarda Hartwiga z pobytu w sowieckim łagrze poetka przywołała w utworze „ Na cześć moich braci”:

(…)
Jeden brat powrócił po dwóch latach z surowej Północy
nie do rozpoznania na zdjęciu zrobionym podczas postoju
w Białej Podlaskiej: widmowa bladość na głowie sowiecka uszatka
obok niego dwaj współtowarzysze z obozu
jednego z najcięższych
Jogła

Wepchnięto ich do nor wykopanych w ziemi
i obleczono w niemieckie mundury
żeby nie budzili współczucia miejscowych
Osłabł tak że współtowarzysze wywlekali go siłą z legowiska
i ciągnęli trzymając pod ramiona ku rzece
gdzie pracowali przy spławianiu drzewa
Nogi zostawały mu w tyle gubił w drodze wypchane słomą chodaki
Nie pozwalali mu odstać
Pamięta im to
Dzięki nim jego opowieść o naturze ludzkiej
brzmi bardziej krzepiąco niż inne
Kiedy chorował wynosili go na powierzchnię
żeby mógł podziwiać zorzę polarną
Mówili: głupi ten Hartwig ale uszanowali w nim artystę
(…)


Na obliczu człowieczeństwa widzianego oczami Edwarda Hartwiga odciśnięte twarze towarzyszy niedoli.



                                           Edward Hartwig                                          

czwartek, 5 listopada 2015

Jo

Eschatologiczna intuicja wypowiedziana w wierszu Lechonia "Sąd Ostateczny":

Szczytne cnoty, dla których gwarny świat nas chwali,
Czyny,których przykładem przyszłość ma się ćwiczyć,
I nasz honor kamienny i wola ze stali
Na Sądzie Ostatecznym nie będą się liczyć.

Odpadną z nas, pokryte przez tłumy oklaski,
Uczynki miłosierne, co sławę nam szerzą,
I tylko pozostaną te mroki i blaski,
O których nikt z nas nie wie, czy od nas zależą.
(...)


               Stefan Lochner, Sąd Ostateczny (ok.1435), Wallraf - Richartz - Museum w Kolonii


Powiedział kiedyś ksiądz Józef Tischner, że gdy staniemy już przed Najwyższym Sędzią i zapytają - "Kim jesteś?" - odpowiedzmy tylko jednym słowem - "Jo".
          

                                         Grób księdza Józefa Tischnera w Łopusznej                                  

środa, 4 listopada 2015

Śmierć poety

8 czerwca 1956 roku Jan Lechoń odebrał sobie życie, skacząc z dwunastego piętra hotelu "Hudson" w Nowym Jorku. Kiedyś napisał: Nie mam nikogo, komu bym ufał i komu moje wiersze byłyby naprawdę potrzebne. Czy był wyobcowany i niespełniony? Jego "Dziennik" kończy się refleksją: Można zawsze znaleźć w swej inteligencji,woli, sercu coś, co pomoże nam w walce z życiem,z ludźmi. Ale na walkę z sobą - jest tylko modlitwa. Być może spadanie z finalną frazą na bruku ulicy było ostatnim utworem poety.

                                                                   

                                        Roman Kramsztyk, Portret Jana Lechonia (1919)

27 stycznia 1964 roku w Warszawie Stanisław Piętak wyskoczył z okna, popełniając samobójstwo. W wierszu "Twórca" o poetyckim spełnieniu napisał:

(...) Niesłyszalnym szeptem
tłumaczył, że nie chce żyć,
bo wypełnił, czego zapragnął.
Upadł między wirujące linie słońca,
na słowa jeszcze ciepłe, lecz zamykające się,
jak pod dach.
(...)

                                                  Stanisław Piętak na dwóch fotografiach
                                                     

wtorek, 3 listopada 2015

Koniec świata



           

Jan Vermeer, Mleczarka (ok.1658 - 1661), Rijksmuseum, Amsterdam

Cisza i skupienie utrwalone na obrazie mistrza z Delft. Kreowanie przez prawdziwą sztukę rzeczywistości pozwalającej Wisławie Szymborskiej wyrazić w wierszu przekonanie,że świat nie zasługuje na unicestwienie, dopóki kobieta z obrazu Vermeera .... mleko z dzbanka do miski / dzień po dniu przelewa ... 

W "Piosence o końcu świata" Czesława Miłosza kres wszystkiego, choć w istocie nikt w to nie wierzy, nie dokonuje się wśród apokaliptycznych błyskawic, gromów, znaków i archanielskich trąb. Odzwierciedla się w każdym istnieniu i poruszeniu natury. Także i gdy:

Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji
Rybak naprawia błyszczącą sieć.

Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.


Ujawnia się w każdym przejawie ludzkiego bycia. Także i gdy:

Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa, 

Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

I nie doczekamy się innego końca świata.


Jean - François Millet, Potato Planters (ok. 1861), Musem of Fine Arts, Boston


 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dzień Zaduszny

2 listopada 2015 roku


W Dzień Zaduszny lektura wiersza Czesława Miłosz "Grób matki". Szczególnie uderza fragment:

Czemuż bym, matko, miał nie wierzyć w Piekło
Jeżeli uścisk wymieniałem dłoni
Z tymi, co w swoich niepatrzących oczach
Noszą niepokój i fałsz potępieńców?
O psy przeklęte, oprawcy człowieka,
Zapytujący ze śmiechem: cóż człowiek?
Albo wrzeszczący: człowiek, człowiekowi,
Z nogą opartą bliźniemu na gardle.
O nieszczęśliwi, co nie znają nawet,
Chwili bojaźni pod obszarem nieba.
I nie przyznają się nigdy przed sobą
Do wiedzy, którą mogą mieć o sobie.
Nieprawda, matko, że w ludzkim rodzaju
nie ma zbawionych, ani potępionych.
Któż jednak powie: jestem sprawiedliwy,
kiedy z tchórzostwa rośnie obojętność,
z obojętności o zbrodni milczenie,
Z milczenia tylko śmierć i oskarżenie?


Nie mniej przejmująca jest ostatnia sekwencja utworu:

Pomóż mi stworzyć miłość wiecznie żywą 
Z mojej wytrwałej ze światem niezgody,
Natchnień i czynów jedyne ogniwo
Nieznane tworom bezmyślnej przyrody.
Rzecz tylko ludzką, w którą elektronów
Rój obojętnie pociskami praży,
Dzieło istoty która w wielkim domu
Samotna mieszka z pleśnią swojej skazy.
Punkt nieruchomy, co dziejom na przekór
Na złe i dobre dzieli to, co płynne -
Pomóż mi matko umieścić w człowieku,
Ty, co znasz moje przysięgi dziecinne.
Spraw, niech mojego nie składam ciężaru
Niech wiatr od Wisły biegnie oceanem.
Żeś chciała życia udzielić mi daru
Bądź pozdrowiona w imię Boga. Amen. 





W Dzień Zaduszny osobliwie przemawiają obrazy Józefa Pankiewicza, Witolda Pruszkowskiego i Franza Skarbiny.

                                                       

Józef Pankiewicz, Fragment z Powązek w Dniu Zadusznym (Dzień Zaduszny  na Powązkach w Warszawie), 1888, Muzeum Narodowe w Warszawie


                                                    

                                                   

                 Witold Pruszkowski, Zaduszki, 1888, Muzeum Narodowe w Warszawie


                                                

                       
                                               Franz Skarbina, Dzień Zaduszny, 1896

Czy w Dzień Zaduszny, odwiedzając cmentarze jak postacie na obrazach Pankiewicza i Skarbiny, otwieramy się na obecność tych, których kochaliśmy, a którzy zamieszkali już w wieczności ? Czy wierzymy jeszcze, że ich dusze zstępują wówczas na ziemię, aby spotkać się
z nami, jak to przedstawia płótno Pruszkowskiego?

niedziela, 1 listopada 2015

Dziewczyna - ptak z cmentarza w Savannah


Rzeczyca Sucha, 1 listopada 2015 roku


Na cmentarzu Bonaventure w mieście Savannah w stanie Georgia jeszcze do niedawna znajdowała się rzeźba przedstawiająca wątłą dziewczynę o smutnych oczach i głęboko zamyślonym spojrzeniu. U jej stóp wyryta w kamieniu inskrypcja zaczerpnięta z II Listu do Koryntian św. Pawła apostoła: We are confident, I say, and willing rather to absent from the body, and to be present with the Lord. 
Jak trafiła w to miejsce?
W 1936 roku amerykańska artystka Sylwia Shaw Judson, znana jako Sylvia Shaw Haskins, zrealizowała swoje dzieło zatytułowane Bird Girl. Wykonane zostało z brązu i ma 127 cm wysokości. Zamówiła je pewna rodzina ze stanu Massachusetts jako rzeźbę ogrodową.           Istnieją tylko cztery oryginalne odlewy Dziewczyny - ptaka.  Wśród nich ten, który zakupiła rodzina Trosdal z Savannah. Rzeźbę nazwano Little Wendy i  postawiono na kawałku cmentarnej ziemi należącym do wspomnianej familii.
Dziś dziewczynę można oglądać w Jepson Center for the Arts w Savannah.
Czy stojąca postać trzyma w dłoniach miski z dobrymi i złymi uczynkami?

                                                       
                             
 
                                                                         Bird Girl